Jedną z „gazowych” nowości jest Irisbus Citelis - włoski autobus dostępny na naszym rynku od maja tego roku, którego importerem i sprzedawcą jest Kapena ze Słupska.
Miejski ”czyścioch” Autobusy zasilane sprężonym gazem ziemnym (CNG), choć produkowane są od wielu lat, wciąż cieszą się niewielkim zainteresowaniem wśród polskich przewoźników. Wprawdzie ekologiczne paliwo jest ich niewątpliwym atutem, lecz niewielka liczba specjalistycznych stacji gazowych oraz koszt zakupu pojazdu, wyższy zwykle o 20-30% od ceny tradycyjnego autobusu, odstrasza potencjalnych nabywców. Jedną z „gazowych” nowości jest Irisbus Citelis - włoski autobus dostępny na naszym rynku od maja tego roku, którego importerem i sprzedawcą jest Kapena ze Słupska. Irisbus Citelis jest wyposażony w 8 do 10 zbiorników gazu o pojemności 150 litrów każdy, montowanych na dachu pojazdu. Pozwalają one na pokonanie 600-800 kilometrów bez konieczności powtórnego tankowania. Taki zasięg jest wystarczający albowiem dzienne przebiegi autobusów miejskich nie przekraczają 400 km (standardem w przypadku dużych aglomeracji są przebiegi rzędu 250-350 km), ale pod warunkiem, że odległość do stacji tankowania gazu nie jest duża. Gorzej, jeśli po paliwo należałoby jeździć do... innego miasta. Wspólne podwozie Napędzany paliwem CNG Irisbus Citelis zbudowano w oparciu o „klasyczny” pojazd napędzany silnikiem wysokoprężnym Iveco Cursor 8, Euro 3. Zmodyfikowany został oczywiście układ zasilania, a zwiększenie masy zbiorników (w porównaniu z ciężarem zbiornika na olej napędowy) spowodowało nieznaczne zmniejszenie możliwości przewozowych pojazdu. Niskopodłogowy autobus jest wyposażany w automatyczną skrzynię biegów o czterech lub pięciu (dostępnych w opcji) przełożeniach. Pneumatyczne zawieszenie ma możliwość przyklęku na przystankach, a w środkowym wejściu można ręcznie otworzyć podjazd dla wózków inwalidzkich (jest to niezawodne rozwiązanie stosowane w większości tego typu pojazdów). Szkielet nadwozia jest wykonany ze spawanych profili zamkniętych, zabezpieczanych antykorozyjnie metodą kataforezy. Poszycie zewnętrzne stanowi w dużej mierze blacha aluminiowa klejona do szkieletu. Część elementów, m.in. ściany przednia i tylna są wykonane z tworzyw sztucznych, zaś komory akumulatorów oraz nadkola z blachy nierdzewnej. Boczne, klejone szyby mają uchylne lufciki, co zapewnia efektywne przewietrzanie wnętrza. Uzupełnieniem systemu wentylacji są ręcznie otwierane włazy dachowe. Autobus ma trzy pary otwieranych elektrycznie dwuskrzydłowych drzwi, a ich zamykanie połączone jest z uruchomieniem ostrzegawczego sygnału dźwiękowego (istnieje również możliwość skorzystania z niego przed zamknięciem drzwi). Ciekawostką są lampy oświetlające wejście, znajdujące się na zewnątrz pojazdu - zwykle takie oświetlenie montowane jest w "salonie", czyli we wnętrzu przedziału pasażerskiego. 
Za kierownicą Po zajęciu miejsca za kierownicą Citelisa można dostrzec pewne podobieństwa do... autobusów miejskich MAN-a poprzedniej generacji. Analogią do tych pojazdów jest m.in. wspólne regulowanie położenia kolumny kierownicy i deski rozdzielczej - obydwa te elementy są ze sobą nierozerwalnie związane. Trudno powiedzieć, czy jest to najlepsze rozwiązanie (MAN w ostatnim modelu Lion's City odszedł od niego wyłącznie na rzecz regulacji ustawienia kierownicy). Dodatni punkt należy się z pewnością Citelisowi za pojemną kieszeń w drzwiach przedziału kierowcy, która zdolna jest pomieścić nawet tak duże przedmioty, jak rozbudowana apteczka samochodowa. Za konstrukcję tych samych drzwi przyznajemy jednak i punkt ujemny - stanowią one bowiem wątpliwą barierę odgradzającą kierowcę od pasażerów, którzy czasami bywają mało kulturalni. Poza tym jeśli w autobusie miałaby być prowadzona sprzedaż biletów - kierowca nie będzie miał możliwości skutecznego zabezpieczenia ich oraz pieniędzy przed kradzieżą. Brak wyraźnego oddzielenia kabiny kierowcy od przedziału pasażerskiego sprzyja również mieszaniu się powietrza wewnątrz pojazdu i jeśli system nadmuchu nie jest zbyt wydajny, utrudnia usuwanie pary z przedniej i bocznych szyb. Fotel kierowcy osadzono na wysokim podeście, z jednej strony zapewniając w ten sposób dobrą widoczność, ale przy okazji utrudniając nieco zajmowanie miejsca za kierownicą. Minusy i plusy Przestrzeń wokół kierowcy zorganizowano bez większego polotu. Chociaż wszystko jest w miarę dokładnie spasowane, trochę rażą nieosłonięte elementy układu kierowniczego, a wysunięta do góry kierownica z zestawem wskaźników zdaje się istnieć w oderwaniu od reszty kokpitu. Poza tym poszycie pulpitu sterowniczego po lewej stronie fotela kierowcy razi wystającymi wkrętami. Zabrakło tu nieco dbałości o estetykę i dopracowania szczegółów - a są to cechy istotne dziś także przy konstruowaniu autobusów miejskich. Zamykając temat niedociągnięć warto wspomnieć również o włazach dachowych, które w prezentowanej wersji Citelisa są otwierane ręcznie. Ich zbyt krótkie uchwyty sprawiają, że kłopotów z otwarciem włazów nie mają jedynie wysocy pasażerowie. Większość produkowanych współcześnie autobusów niskopodłogowych wyposażana jest tymczasem w elektryczne sterowanie otwarciem przedniego włazu i ręczne włazu tylnego, gdzie zwykle podłoga jest już nieco „wyższa” i łatwiej do niego dosięgnąć. Bardzo pozytywnie zaskoczyła nas natomiast wyjątkowo cicha praca silnika (zdecydowanie przyjemniejsza niż w przypadku diesla), brak uciążliwego hałasu przy przyspieszaniu i płynna praca skrzyni biegów. Praktycznym rozwiązaniem jest również lustro nad środkowymi drzwiami, które ułatwia kierowcy obserwację zachowania pasażerów i osób wysiadających. Także zewnętrzne lampy oświetlenia stopni wejściowych z pewnością okażą się przydatne w okresie jesienno-zimowym, tak pasażerom, jak i kierowcy. To jest przyszłość? Citelis napędzany gazem CNG jest przykładem kolejnego „proekologicznego" autobusu, który usiłuje zdobyć nasz rynek. Dlaczego zatem jeździ ich tak mało po ulicach polskich miast? Czynnikiem zniechęcającym do kupna takiego pojazdu jest nie tylko wyższa cena (w porównaniu z autobusem napędzanym silnikiem Diesla), ale przede wszystkim źle rozwinięta sieć dystrybucji gazu CNG. Wprawdzie sprzedawcy tego paliwa deklarują budowę w kolejnych miastach stacji napełniania zbiorników na własny koszt, wymagają jednak zakupu przez przewoźników przynajmniej ośmiu „gazowców", a to często okazuje się barierą nie do przekroczenia. Dziś na zakup autobusów na sprężony gaz ziemny mogą sobie pozwolić jedynie te miasta, w których stacje tankowania CNG już istnieją. Miejmy nadzieję, że wkrótce to się zmieni.. Tekst i zdjęcia Krzysztof Lipski żródło ciężarówki 9/2005
 |