Kiedy wchodził na rynek transportowy w 1973 roku był hitem i topowym pojazdem Autosana. Do dziś większość popularnych „dziewiątek”, czyli modeli H9, dokończyła żywot na złomowiskach lub w hutach, obracając się na powrót w surówkę. Czemu więc wspominamy o nim przy okazji testu autobusu?

Część z tych pojazdów przetrwała i dziś, po odbudowie przeprowadzonej w sanockiej fabryce, zyskała szansę na drugie życie. Powstają one w nowoczesnym procesie technologicznym (m.in. klejenie poszycia nadwozia) z wykorzystaniem elementów oferowanego przez Autosan „Trampa”, czyli seryjnego autobusu międzymiastowego. W ramach tej ubocznej działalności rocznie przeprowadza się pełną odbudowę 20–30 „dziewiątek”. Opuszczają one zakład remontowy z tym samym silnikiem, z jakim zostały przyprowadzone - jest to warunek konieczny do tego, by całkowita odbudowa była uznana za remont, a nie produkcję nowego pojazdu. To doskonałe rozwiązanie dla przewoźników, którzy niewielkim kosztem chcą zapewnić swoim autobusom długi żywot, poprawić standard pracy kierowcy i podróżowania pasażerom. Odświeżony autobus jest tańszy o 20–30 procent od używanego konkurenta i jednocześnie objęty dwuletnią gwarancją na wszystkie wymienione elementy i podzespoły.
Odżyły wspomnienia
Charakterystycznym elementem dawnego Autosana H9 była podświetlany pas blachy aluminiowej ze stacyjką od Syrenki, włącznikiem świateł od Żuka (w późniejszym okresie z włącznikami klawiszowymi pochodzącymi od Fiata 125p) i różnokolorowymi lampkami kontrolnymi. Podobny element, ku swojemu mimo wszystko miłemu zaskoczeniu, odkryłem w zmodernizowanym Autosanie. To rozwiązanie, choć trąci myszką, jest po prostu praktyczne - gdy w kabinie roztacza się półmrok, podświetlenie „panela sterowniczego” pozwala łatwo odnaleźć potrzebne włączniki. A jeśli na dodatek kierowca jest miłośnikiem starej motoryzacji – czuje tu ducha minionej epoki. Deska rozdzielcza nie poraża przepychem, ale jest dość dokładnie wykonana i czytelna. Wyjątkiem są różnokolorowe lampki kontrolne, których przeznaczenia trzeba się po prostu domyślać. Poza dobrze oznakowanymi kontrolkami świateł kierunkowskazów wszystkie mają ten sam kształt i dowolne rozmieszczenie. Konstrukcję kokpitu podporządkowano ułatwieniu wszelkich napraw - dostęp do wszystkich żarówek i włączników jest możliwy po wyjęciu paru ozdobnych zaślepek i odkręceniu śrub. Pojemne „szafki” (to chyba najbardziej trafne określenie) na czołowej ścianie kabiny to także praktyczne rozwiązanie z przeszłości. Oprócz półek na podręczny bagaż kierowcy znaleźć w nich można m.in. doskonale dostępny i czysty zbiornik spryskiwacza szyby, w którym płyn nie zamarznie nawet w siarczyste mrozy. Płaskie powierzchnie ułatwiają montaż dodatkowego wyposażenia, takiego jak niezbędne w autobusach międzymiastowych kasy fiskalne. Pomimo prostoty form, Autosan H9 stwarza kierowcy całkiem przyjazne warunki pracy. Dostęp do czołowej i bocznej rolety przeciwsłonecznej jest bardzo dobry, wpuszczone w podłogę pedały sprzęgła i hamulca pracują płynnie, a ich położenie tak dobrano, by nie przeciążać nóg kierowcy. Optymalnie dobrano również długość i osadzenie drążka zmiany biegów; kierowca nie powinien mieć problemów z doborem właściwego przełożenia, a dobrze spasowany układ połączeń zewnętrznego mechanizmu zmiany biegów pozostaje sprawny nawet po kilku latach intensywnej eksploatacji pojazdu. Zastrzeżenia mogę mieć jedynie do zbyt małego zakresu regulacji położenia koła kierownicy. Zresztą, wykonanie tej czynności wymaga dość skomplikowanych zabiegów technicznych.
Skromnie w salonie
Przedział pasażerski dostosowano do przejazdów średnio- i krótkodystansowych. W oparciach foteli zabrakło wprawdzie siatkowych kieszeni na drobne, podręczne przedmioty (pasażer nie ma gdzie odłożyć na chwilę czytanej gazety czy książki), za to lekki bagaż można z powodzeniem odłożyć na półkę nad siedzeniami lub schować pod fotelem. Odległość od poprzedzającego oparcia jest na tyle duża, by zapewnić w miarę dobry komfort podróżowania nawet wysokim osobom. Wyposażenie „salonu” jest skromne - fotele nie mają możliwości regulacji położenia oparcia, brakuje nad nimi również indywidualnych nawiewów i punktów oświetlenia. Pamiętajmy jednak, że ten autobus wykorzystuje się raczej do obsługi tras nie dłuższych niż 100-150 km, więc zagwarantowanie pasażerom komfortu „z najwyższej półki” ma tu drugorzędne znaczenie. Chociaż na pewno nie można powiedzieć, by z międzymiastowego Autosana wysiadali oni obolali i narzekający na trudy podróży. W wyposażeniu przestrzeni pasażerskiej postawiono na trwałość materiałów wykończeniowych, zapewnienie dobrej przepustowości (poruszanie się między rzędami foteli nie sprawia trudności) i wygospodarowanie jak najwięcej miejsca na bagaż podręczny. Centralne oświetlenie sufitowe jest wystarczające, w podsufitce umieszczono także przyciski sygnalizujące konieczność zatrzymania autobusu na przystankach warunkowych. To jeden z elementów dostosowania pojazdu do obsługi linii międzymiastowych. „Czasoumilaczem” zaoferowanym podróżnym jest system nagłośnienia autobusu połączony z radioodbiornikiem stanowiącym wyposażenie seryjne Autosana. Z przedziału pasażerskiego duch PRL-u został przepłoszony. Do wykonania obić tapicerskich wykorzystano estetyczne i trwałe materiały, fotele są wygodne i odporne na zabrudzenia. Profilowane zagłówki mają mocowane na rzepy ochraniacze, a wewnętrzne rzędy foteli składane podłokietniki. Duża powierzchnia przeszklona zapewnia skuteczne, naturalne oświetlenie wnętrza pojazdu, podobnie zresztą, jak szklane uchylne włazy dachowe, będące jednocześnie wyjściami ewakuacyjnymi. Skuteczne przewietrzanie wnętrza umożliwiają przesuwne szyby boczne o większej powierzchni, niż spotykane w większości autobusów międzymiastowych.
Dojedzie wszędzie
Odmłodzony pojazd nie jest przesadnie dynamiczny, choć jak twierdzą zgodnie kierowcy i tak przyspiesza nieco lepiej od swojego pierwowzoru. Z pierwszego biegu rusza praktycznie bez potrzeby użycia pedału gazu, płynnie i bez szarpnięć – jazda manewrowa nie powinna zatem stwarzać najmniejszych problemów nawet dla laika. Silnik podczas poruszania się na niskich przełożeniach pracuje dość głośno, jednak im szybciej jedziemy, tym wydaje się cichszy. Pięć przełożeń skrzyni biegów to niezbyt dużo jak na autobus międzymiastowy, ale dla Autosana o statecznym usposobieniu całkowicie wystarczy. Zaletą układu zmiany przełożeń jest umieszczenie wstecznego biegu naprzeciw „jedynki”. To stare rozwiązanie zdawało egzamin np. podczas jazdy w kopnym śniegu. Naprzemienne i szybkie włączanie przeciwstawnych przełożeń umożliwiało rozkołysanie wozu oraz wyjazd ze śnieżnej pułapki. Dziś wjeżdżając Autosanem na drogi spoza kategorii odśnieżania, kierowcy często korzystają z tego "patentu". „Dziewiątka” uczy cierpliwości i opanowania, odpłacając się dużą tolerancją na błędy początkujących kierowców. Traktowana z należytym szacunkiem zadowoli się umiarkowanym, jak na mało nowoczesny silnik, zużyciem paliwa, nie przekraczającym w zimowych warunkach 22–23 litrów na 100 km. 


Tekst i zdjęcia Krzysztof Lipski
|