46 poszkodowanych w wypadku w Serbii już w Polsce(VIDEO)
46 osób, poszkodowanych w piątkowym wypadku polskiego autokaru w Serbii, wróciło w sobotę rano rządowym samolotem do kraju. Wśród nich jest 27 dzieci. W serbskich szpitalach pozostało 13 najciężej rannych osób.
Na miejscu do dyspozycji miejscowej policji zostali także zatrzymani dwaj kierowcy i pilot wycieczki.
Wojewoda: Bałem się pytać, jak się czują
Rządowy samolot, którym w piątek poleciały do Serbii rodziny poszkodowanych, wrócił do portu w Pyrzowicach k. Katowic w sobotę wczesnym rankiem. Na pokładzie rannymi opiekowali się polscy lekarze i ratownicy medyczni oraz psycholog. Dwaj psychologowie pozostali na razie w Serbii.
- Stan psychiczny wielu poszkodowanych wręcz nie pozwalał na rozmowę z nimi. Bałem się pytać, jak się czują - relacjonował na lotnisku koordynujący z ramienia rządu akcję pomocy wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk, który również przyleciał rządowym tupolewem.
Wprost z lotniska poszkodowani zostali przewiezieni na badania do śląskich szpitali: Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach (dzieci) oraz Szpitala Wojewódzkiego im. św. Barbary w Sosnowcu (dorośli). Lżej ranni zostali przewiezieni tam autokarami, najciężej ranne dzieci - karetkami pogotowia.
Wśród rannych są także osoby, których stan jest poważny. Kilkoro dzieci było transportowanych w specjalnych, sztywnych noszach, zabezpieczonych folią. W sobotę rano, po przeprowadzeniu badań, służby prasowe szpitali mają poinformować o stanie zdrowia rannych.
Sześć osób na intensywnej terapii
Spośród 13 osób, które pozostały w Serbii, sześć wciąż znajduje się na oddziałach intensywnej terapii szpitali w Nowym Sadzie. Ich stan jest poważny. Cztery osoby, również w Nowym Sadzie, są na oddziałach chirurgii i chirurgii plastycznej.
Stan trzech innych osób jest lepszy. To dziewczynka, przebywająca na obserwacji w szpitalu w Belgradzie, kobieta z obrażeniami żeber hospitalizowana w Zvornicy oraz mężczyzna, który pozostał w szpitalu w Nowym Sadzie ze względu na leczoną tam żonę.
Podczas krótkiego spotkania z dziennikarzami Łukaszczyk chwalił serbskie służby ratownicze. Podkreślił, że rannych udało się przywieźć do Polski w ciągu 12 godzin od momentu, kiedy na miejsce poleciał polski samolot z rodzinami poszkodowanych. Część przedstawicieli rodzin (ok. 20 osób) w sobotę wróciła, część (13 osób) pozostała na miejscu. Zapewniono im nocleg w miejscowej szkole.
Rozmowy z bliskimi ofiar "najtrudniejsze"
Ciała ofiar wypadku zostały już zidentyfikowane; przeprowadzono m.in. badania DNA. Samolot nie przywiózł zwłok, będą one przetransportowane do Polski później. Jak mówił wojewoda, rozmowy z bliskimi ofiar (w wypadku zginęło sześć osób) były dla niego najtrudniejsze.
- To była dla mnie najtrudniejsza rozmowa - z żoną zmarłego i jego 6-letnią córką, kiedy musiałem wytłumaczyć im, że ojciec zginął, a one wracają do Polski - powiedział Łukaszczyk.
Na razie nie ma potrzeby, aby rządowy samolot wracał do Serbii. Być może nastąpi to później, kiedy do kraju będą mogli wrócić kolejni ranni i ich rodziny.
W sobotę rano w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim wojewoda ma spotkać się z organizatorami wyjazdu oraz ubezpieczycielem. Jak mówił, zamierza zdyscyplinować ich, prosząc o szybkie działania w zakresie pomocy poszkodowanym. Zwrócił uwagę, że przedstawiciele biura podróży i przewoźnika po wypadku nie pojawili się w Nowym Sadzie.
Łukaszczyk ocenił, iż z punktu widzenia sprawności pomocy, dobrze się stało, że działania w tym zakresie wzięła na siebie administracja rządowa.
Do wypadku autokaru z 66 polskimi turystami wracającymi z pobytu w Bułgarii doszło dzisiaj o godz. 6.30 rano w okolicach miejscowości Indija, w odległości 20 km od Belgradu. Kolonijny wyjazd do Bułgarii zorganizowany został dla 35 dzieci przez kopalnię "Ziemowit". Zdaniem przewoźnika, odpowiedzialność za wypadek może ponosić kierowca. Policja potwierdziła, że autokar był sprawny.